Wybory, decyzje – dokonujemy je codziennie. Wypływają z naszych przekonań i doświadczeń oraz wpływają na to jacy będziemy w przyszłości. Stojąc z boku, łatwo ocenić, sklasyfikować oraz określić czyjeś położenie. Dziś w jednej z rozmów uświadomiłem sobie, że osoby, których czyny zostały przeze mnie źle ocenione, nie muszą być w gorszej sytuacji niż ja! Zaraz wyjaśnię…
Wyobraźmy sobie, że ktoś w tym czasie żyje w grzechu – przynajmniej na pierwszy rzut oka, tak to wygląda. Dla tej osoby, grzech zaczyna się stawać realnym krzyżem, ponieważ – już nie jest on ukryty, ale z różnych powodów staje się jawny. Ciężar grzechu będzie coraz bardziej bolesny, im im większe będzie jego odkrycie (upublicznienie). Owe opinie o danej osobie, zaczynają wtedy przeszkadzać. Utrudniają one dotychczasowe życie, a szczególnie w rozwijanie się grzechu. Kiedy grzech zostaje odkryty – to ten fakt może stać się przyczyną do konkretnego nawrócenia. Grzech bowiem nie lubi być ujawniany. On ciągle się kamufluje, pod różnymi teoriami, racjami czy spojrzeniami. Nawet i w momencie kiedy zaczyna wychodzić na jaw jego istnienie, to i tak osoba popełniająca go, może dalej w swojej opinii ów grzech usprawiedliwiać – nie widząc żadnego problemu. Ale z reguły – jawność grzechu zaczyna ciążyć i jeśli człowiek ma właściwie ukształtowane sumienie – będzie mu to przeszkadzało.
Jak napisałem wyżej, taka sytuacja może być drogą i początkiem nawrócenia. Wszystko zależy od umiejętności dostrzegania grzechu i przyznania się do tego, że popełniło się błąd. I tutaj pojawia się moja reakcja oraz postawa, którą w sobie dostrzegłem. Mówiąc sobie – dobrze, że nie mam takich problemów jak ta osoba, ustawiłem się w lepszym położeniu. W mgnieniu oka postawiłem się wyżej od niej. Po chwili refleksji doszedłem jednak do wniosku – a co jeśli ta osoba w cale nie jest w gorszej sytuacji? Może właśnie dla niej rozpoczął się proces nawrócenia i oczyszczenia. Jawność grzechu – może jest tym planem Bożego odkupienia, sposobem dojrzewania! A może ja nie widząc w sobie wini, stałem się zamknięty na nawrócenie. Może we mnie ów proces jeszcze się nie zaczął – bo w sobie nie dostrzegłem wad. Przecież postawiłem się wyżej od danej osoby. Ale w konsekwencji – to może ona jest bliżej w drodze nawracania niż ja. Przecież ta osoba może być bliżej jakiejś decyzji, która albo wprowadzi w dobro, albo w większe zło. A ja – na jakim etapie jestem? Może we mnie grzech jest tak zakamuflowany, że jeszcze długo czasu zejdzie, aż wyjdzie na jaw, żeby podjąć jakąś życiową decyzję…?
I jeszcze jedna kwestia dotycząca decyzji. Ciekawe jest to, że człowiek, może stanąć przed różnymi dylematami, gdzie to samo rozwiązanie – dla jednego może być błogosławieństwem, a dla drugiego przekleństwem. Przypuśćmy – przed mężczyzną stanie piękna, inteligentna mądra kobieta, która mu się bardzo podoba. Decyzja dotycząca tworzenia trwałego związku z nią – dla mężczyzny, który myśli o małżeństwie i jest kawalerem – będzie błogosławieństwem, ale np. dla mężczyzny żonatego czy księdza będzie przekleństwem, ponieważ zniszczy istniejące już małżeństwo lub kapłaństwo. Ta sama kobieta i ten sam wybór – mogą inaczej wpłynąć na losy danej osoby. Trzeba więc być bardzo rozważnym w podejmowaniu wyborów – pytając się o prawdę i dobro. Jeśli dana droga nie przynosi pokoju i wspomnianego dobra – to może lepiej z niej zrezygnować i poszukać innej.