Wczoraj usłyszałem w radio takie zdanie – człowiek musi „oswoić śmierć”… Dość mocne słowa i co one niby mają oznaczać? Jechałem wtedy do domu rodzinnego z zamiarem pójścia na groby moich bliskich. Kilkanaście kilometrów dalej, usłyszałem następną informację – „Coraz więcej osób odwiedza portale internetowe, na których można utworzyć wirtualny nagrobek, zapalić wirtualną świeczkę, a nawet wybrać sobie porę roku, która będzie odpowiednia do nastroju klienta. W tym dniu – serwery są przeciążone… Czyżby, to była współczesna odpowiedź na stwierdzenie, że trzeba oswoić śmierć…?
Śmierć dla każdego z nas jest czymś tajemniczym i jednocześnie przerażającym. Zazwyczaj oddalamy tę myśl od siebie. Szukamy sposobu, aby udowodnić sobie, że mogę być wiecznie młody i wiecznie żyć. Starość sama w sobie nas przeraża – nie mówiąc już o tym, że trzeba będzie kiedyś umrzeć. Najciekawsze jest to, że niekoniecznie musimy do tej starości dożyć, bo przecież śmierć może nas zaskoczyć w każdej chwili.
Czy wypieranie myśli o śmierci, jest sposobem na nią? A może trzeba dojrzewać w kontekście śmierci, jednocześnie budując w sobie przekonanie, że powołani jednak jesteśmy do życia. Ludziom wierzącym, łatwiej jest patrzeć w przyszłość. Bo na horyzoncie dostrzegają przede wszystkim zmartwychwstanie. Takie patrzenie powoduje, że śmierć nie jest wypierana, ale ona należy do części pewnej większej rzeczywistości. Ona staje się tylko kolejnym z etapów. Świadomie piszę, że tak myśli człowiek wierzący. A jeśli tak nie myśli, to coś z tą wiarą jest nie tak!
Jedna z pań, którą odwiedzałem z Komunią Świętą powiedziała do mnie – „Ja to się nie boje śmierci, jestem na nią przygotowana – bardziej boję się umierania”… Może w tym należy dostrzegać źródła strachu. Śmierć sama w sobie jest pokonana przez Chrystusa, natomiast sam moment umierania, będzie miał zawsze jakiś negatywny oddźwięk, bo przecież to będzie moment, kiedy nasze ciało odmówi nam posłuszeństwa. Czy to będzie bolesne…? Każdy dowie się na własnej skórze, kiedy ten moment nastąpi.
Dlatego raczej szedłbym w kierunku oswojenia myśli o umieraniu. Natomiast sama śmierć – nie ma nad człowiekiem władzy. Ona mocą Chrystusa jest pokonana. Na śmierć ma się patrzeć przez pryzmat nadziei. „Dlaczego patrzycie na grób pusty – nie ma Go tam zmartwychwstał” – tak mówi młodzieniec w bieli do kobiet, które szły namaścić ciało Jezusa. Śmierć jest dla mnie jak kurtyna, która zasłania mi to co jest po tamtej stronie. Dotykając śmierci, decyduję się na odsłonięcie tej kurtyny. Po jej odsłonięciu, ciąg dalszy nastąpi. Dotknięcie owej kurtyny nie jest finałem – dopiero za nią znajduje się cała rzeczywistość. To kolejny etap w drodze naszego dojrzewania.
W taki sposób mogą myśleć tylko ludzie wierzący. Inni niestety muszą ją jakoś „ułaskawić”. Dlatego, śmierć sprowadza się do pięknych nagrobków, wspaniałych lampionów, kwiatów, zdjęć nagrobkowych czy nawet do świata wirtualnego. Tworzymy sobie obrazy, które powodują, że to co ma nam przypominać zmarłych, śmierć – będzie ubrane w kolorowe przedmioty pochodzące z tego świata. Rzeczywiście jest to pierwszy krok, aby nawet śmierć uśmiercić. Przebierzemy ją w stragany z watą cukrową w tle i innymi świecidełkami, byle kojarzyła się miło. Zmarłych przystroimy i umalujemy tak, aby mogli zaraz iść na rewię mody. Wreszcie, mszę świętą zamówimy sobie taką, aby to rzeczywiście była przepiękna gala, na cześć tych którzy odeszli. Choć sami nie wiadomo, czy tego akurat teraz potrzebują…
Ot i tak śmierć – ułaskawiona! Trochę lepiej wygląda!
Wniosek jest jeden, kiedy zabraknie w umieraniu i śmierci Boga – to ludzie uczynią z niej karykaturę. Tylko w perspektywie wiary, będzie miała swoje miejsce. I nie potrzeba jej koloryzować, bo jej mroki zostaną rozświetlone przez Tego, który ma nad nią władzę.